bezproduktywne myśli wspierane kofeiną w dawkach morderczych
poniedziałek Grudzień 11th 2017

Ilu was tu zagląda, i w zasadzie po co?

  • Wszystkich wizyt: 13044
  • Dzisiaj wizyt: 3
  • Wszystkich komentarzy: 212

Chronolog

Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« paź    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Ołówek

Mam kota!

Tak, wiem! To ustaliliśmy już parę lat temu. Jednakże aktualnie po kwadracie wyciera mi się żywa istota futerkowa! Lekka przesada… Jakby akurat na mnie czas przyszedł, aby posadzić tyłek w jednym miejscu, głaskać sierściucha i popijając herbatkę z miodem bujać się w fotelu na biegunach… I chciałbym w tym momencie zaprotestować z całych sił! TO NIE MÓJ KOT!!!
Co innego, że kot jest uroczo głupi. Instynkt mordercy się w nim obudził, zobaczył gołębia za oknem, rozpędził się przez pół pokoju, wybił z wersalki i z miną kilera lotem koszącym przepięknie przywalił czaszką w okno… O dziwo zachował świadomość! Znaczy nie wiem do końca, bo specjalistą od kotów nie jestem, co więcej zastanawiam się na ile sposobów kocinę przyrządzić można, ale na parapecie się utrzymał i przytomności nie stracił. Co innego gołąb. Bezpardonowy atak kota nastąpił w momencie obsrywania mojego parapetu na oknie balkonowym. Refleksem się sraluch wykazał i natychmiast zanurkował w dół. Co za pech… Akurat tam była barierka balkonowa… Tak więc kot morderca zlinczował gołębia za pomocą barierki balkonowej nawet na ten balkon nie wychodząc… I co ja teraz z tym ścierwem zrobię? Pogrzeb gołębia? Kot narozrabiał a ja mam mieć wyrzuty sumienia i pochówek urządzić? No nie doczekanie…

Tak w ogóle, to kot jest z dodatkiem. Znaczy z kobietą. Nie, nie moją. Wprowadziła mi się latorośl, nie moja chciałbym zaznaczyć, zaanektowała pokój obok, rewolucję usiłując w mym życiu przeprowadzić. Oczywiście zaczęła od porządków, jak to baba. Za cholerę nic znaleźć nie mogę… Tam gdzie miałem słoiki mam garnki, tam gdzie garnki mam mąkę, a tam gdzie mąkę miałem do tej pory to stoją słoiki. No co jej przeszkadzało? W sumie nic, tylko że to baba jest to na swoim postawić musi! Po pięciu dniach tej walki zwiała gdzieś, kota porzucając na pastwę mojej skromnej osoby… A ja mam jedynie kulinarne odczucia do tego stworzenia, i nie chodzi o karmienie futrzaka a raczej o jego konsumpcję. Z dzieciństwa pamiętam, jak babcia mi tłumaczyła, że kot dobry na nerki jest. Przepis prosty: bierzemy kota, zdejmujemy z niego futro i tym futrem się obwiązujemy z miejscu nerek. Sęk w tym, że kot jeszcze mały to i skórka niewielka. Trzeba go będzie podtuczyć. A potem się zobaczy…

Ciekawe kiedy właścicielka kota wrócić postanowi, gdyż to stworzenie porządki robi własne. Bo też jest kobietą! Kocicą znaczy. A mnie się kobiety długo nie trzymają. Najczęściej do pierwszego PMS-a. Szowinizm nabyty podsuwa mi myśli, iż kobieta wytrzymuje ze mną tyle samo co anużka z marketu. Nie wiecie co to anużka? Za czasów komuny brało się anużkę ze sobą wszędzie. Bo „a nuż coś się uda kupić”… Z powodu nadmiaru dóbr materialnych, zalegających na każdym rogu galerii handlowej, definicja anużki powinna ulec ewolucji. Powinna brzmieć: a nuż nie dotrwa do rana… Lekko to przerażające, ale prawdziwe niestety. Współczesna anużka jest mocno wyczulona na swoją wytrzymałość i zużywa się bardzo szybko. Pomimo obietnic, na oko wyglądających na poważne a na ucho brzmiących sensownie, i tak swoje wie i wytrzymałość ma krótką. Czyli do pierwszego zdania nie brzmiącego po jej myśli. A jeśli zdanie padnie w okresie TYCH DNI to już mogiła na całego. Normalnie jak jednorazówka z marketu…

I co mam począć z tymi cudownymi wnioskami? Ano chyba nic nie zrobię, bo i po co? Nabyłem „VIRIDIANA” i słucham wieczorami, oczywiście wraz z sąsiadami. Oczywiście oni słuchają u siebie… A ja zaczekam… Zaczekam na Magdalenę…

Uwaga UKRAINIEC!

IMG_20170930_144207I z tego miejsca chciałbym prosić o znowelizowanie Rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych o nowy znak: UWAGA UKRAINIEC! Ewentualnie UWAGA UKRAINIEC TU PRACOWAŁ! Jak dla mnie obojętne…

Od najmłodszych lat robol jestem, i nie zmieni tego fakt zajmowanego akurat stanowiska. Znaczy posiadanie biurka oraz zespołu nie wymyszkowało ze mnie zapędów samodestrukcyjnych, w postaci wyrywania się do roboty fizycznej. Ale mój aktualny pracodawca krzywo patrzy jak się do wiertarki zabieram, więc unikam. Jak patrzy unikam. Bo jak nie patrzy to mnie krew zalewa jak z kolei patrzę ja. I podziwiam umiejętności aktualnych pracowników fizycznych. Oczywiście unia naszych zabrała to myśmy zabrali tych z Ukrainy. Większego błędu od czasów Targowicy nie widziałem… Import siły fizycznej zza wschodniej granicy kończy się importem. Bo siły fizycznej to chłopcy nie mają wcale. W zamian myślałem, że chociaż inteligencji posiadają więcej. Rozczarowanie na maksa. Za czasów komuny był dowcip: dlaczego milicjanci chodzą parami? Bo jeden umie czytać a drugi pisać. No to Ukraińców potrzeba minimum trzech. Ten co umie czytać, to nie umie myśleć, ten co umie myśleć nie umie jeździć samochodem, a ten co umie jeździć samochodem nie umie czytać… Dobrze, że pisać im nikt nie karze, bo by był czwarty potrzebny. Przeciętny robol w sile wieku, o średniej inteligencji do przewiercenia ściany o grubości 20 cm potrzebuje wiertarki i wiertła. Od lat w tej materii nic się nie zmieniło, sam nieraz praktykowałem. Jednakże nie Ukrainiec! Do przewiercenia ściany wymagany jest niezbędny zestaw w postaci:

1. młotowiertarka udarowa koniecznie pneumatyczna

2. wiertło, koniecznie BOSCH

3. dwie drabiny

4. dwóch Ukraińców

Po co dwóch? Ano po to, żeby jeden tą wiertarkę trzymał, a drugi ją popychał. Za cholerę nie rozumiem po co pchać udar pneumatyczny? Do dziś zostanie to tajemnica Ukraińców, gdyż po 2 godzinach takiego cyrku pacanów pognałem z roboty… No to inni się znaleźli. Myślałem, że mnie już nic nie zaskoczy… Aż zrobiłem zdjęcie, bo na własne oczy nie wierzyłem w to co widzę! Jak się okazuje, na Ukrainie plastik jest mocniejszy od żelaza! Do przecięcia plastikowej rurki o średnicy 40 mm i grubości ścianki 3,8 mm, należy wykorzystać

1. rurkę

2. szlifirkę kątową z tarczą do metalu

3. dwóch Ukraińców

Normalny robol w sile wieku użyłby zwykłego brzeszczota. Ukrainiec nie ma na to ani siły ani tyle rozumu. Mam wrażenie, że oni pojedynczo pracować nie potrafią. Zawsze w parach. Jak ciotowaci. A może to właśnie jest odpowiedź na moje rozważania? Znaczy ze wschodu ciotowaci nas zalewają i stąd ta moda na przebieranki? Nawet są ku temu niejakie poszlaki, gdyż jeden taki podejrzany o nie bycie chłopem do końca ciągnął drugiego na zdejmowanie odzieży w rytm dźwięków muzykopodobnych. Nie wyjawił jednakże w jakiej roli mają się tam pojawić, a po mieście plotka chodzi, że się chłopak w lateksach o rury wyciera. Ja tam nie wiem, za stringi mu złotówek nie wsadzałem, więc pewności nie mam. A plotka swoim życiem żyje. Grunt, że ten od lateksów ma tryb stand-by na stałe włączony i średnio kuma dopiero po 48 godzinach. Znaczy pobiera informację jak pecet z lat dziewięćdziesiątych. I co się dziwić, u nas są już stałe łącza a oni nadal działają na modemach 33k. Zanim się ta informacja przebije do właściwego miejsca w mózgu to chwila mija.

Nie, nie narzekam, tak sobie obserwuję. Ile firm w mojej branży pracowało Ukraińcami tyle padło. Martwić się też nie zamierzam. Jeszcze siły trochę mam. Tylko myśl mnie taka dopadła – skąd w „Seksmisji” tekst: Idźmy na wschód, tam musi być jakaś cywilizacja…

…Chińczyki trzymają się mocno!

Gdyby tylko Wyspiański wiedział jak prorocze są jego słowa, na pewno by kapelusz nosił dużo wyżej. A tak dożyliśmy czasów jak z bajki. No może Japończyki mają trochę problemów z nisko latającymi torpedami czy innym badziewiem made in Korea, może Ci z zza wschodniej granicy prowadzą dyskusję o terenach zielonych za pomocą referendum a Ci z zachodu nie wiedzą co zrobić z mistrzami triatlonu trenującymi na na morzu śródziemnym, ale u nas jest spokój, nirwana niemal. No i są Chińczyki…!

A swoją drogą, pamięta które skąd tytuł się wziął? Jasne… Smarzowskiego i jego „Wesele” to co drugi cytuje, ale Wyspiańskiego już nie bardzo bo podobno nie jest kul czy jakoś tak. Pewnie jakbyśmy trochę czytali to by może co cztery lata nabierało się mniej naiwniaków na kaszankę, a tak karty rozdaje niepodzielnie Krasnal na kocie. Nawet na konia go nie stać… Podobno chciałby na byku, o jakimś rodeo wspominał kiedyś, ale kto widział Krasnala na byku? Byk go i tak nie zauważa… Nawet tą z worka po byka posłał, a Ona mu tylko wynik jak z hokejowej ligi przyniosła. Ciekawe czemu jeszcze ma to krzesło…? I jak bardzo jest już gorące…?

Ale do rzeczy! Swego czasu, kiedy jeszcze nie bałem się nabyć, droga kupna oczywiście, pisma jakiegokolwiek, naczytałem się o ekspansji żółtego na Afrykę. Podobno kompletnie im wisiało co tam kto robi, czy kacyk jakiś z plemienia powiedzmy „A” wyrżnął plamię „B” tylko z powodu posiadania zbyt chudych dziewic, jaki mają tam system polityczny, czy go w ogóle mają, kto rządzi dziś, wczoraj czy pojutrze. To w pełni komunistyczne zbiorowisko niewielkich ludzików, opanowało gorący kontynent w sposób wręcz barbarzyńsko kapitalistyczny! A potem przyszli do nas… Tak, wiem, z autostradami im nie wyszło. Za to w telekomunikacji idzie im dużo lepiej. Nabrali nawet Francuza! Żabojad pochlebstwami nie gardzi, wiec podrzucili mu kilka komplementów, za pomocą CCC (no nie tego od butów!) wyposażyli kilka wiosek w telefony, usiedli i czekają. Jak wiadomo Francuz ze złotówkami się rozstawać nie lubi i wydaje je tylko w ostateczności. Czyli jest Francuz, który zatrudnia Kryptofrancuza, który udaje, że dla Francuza robi cokolwiek. Za to cokolwiek dostaje odpowiednie kilka złotówek i solidarnie się dzielą na pół. Nie wnikam, nie moja zabawka. Ale Zółtego owszem! Polazł najpierw do Kryptofrancuza i terminował u niego rok za czapkę czereśni. Jak się już nauczył, albo wydawało mu się, że się nauczył, to w tajemnicy wielkiej Kryptofrancuza kupił wraz z przyległościami. Nie, nie z fanfarami i na chama! Delikatnie zasugerował możliwe spectrum przyszłych wpływów w jakiejś bananowej republice. Trzeba tłumaczyć co się stało? Nie wystawiajcie mojej wiary w ludzi na próbę…!

Suma summarum, tylnymi drzwiami niczego nieświadomy exporter perfum i dziwnego wyobrażenia o kobietach, wpuścił do kurnika lisa. Oczywiście nie rudego! I teraz niby rządzi Żabojad, niby decyzje podejmuje, niby pertraktuje, a na tylnym fotelu niewielkiego wzrostu facecik za sznurki pociąga… Nic wam to nie przypomina…?

Dobra, połowa mi zaraz tu się poobraża i brak patriotyzmu zacznie wyciągać. Albo inne dupolizostwo na przykład. Jak zwykle zresztą najwięcej krzyczeć będą Ci, co każde wakacje spędzają na Cyprze, w Grecji czy innym Kazachstanie, czym oczywiście wspierają nasz rodzimy przemysł turystyczny. Brakuje tylko, żeby pamiątką z wakacji była ciupaga z napisem „KUWEJT”, choć zapewne tylko ja jeszcze takich nie widziałem. Za to widziałem jak się potrafią dzieciaki bawić na koncercie. Bez reklam miało być, więc pominę nazwę festiwalu z początku sierpnia, odbywającego się cyklicznie. Plejada gwiazd, tysiące ludzi, co godzina ktoś inny na scenie i latające staniki na widowni. Może to nie patriotyzm… tylko dlaczego tam tylu ludzi przyjeżdża co roku?

Magda na D.

Ulegając presji społecznej postanowiłem wznowić moją subiektywną ocenę rzeczywistości. Wiem, dwa lata, nie powinienem, i w ogóle dlaczego… Tak, tak, wszystko wiem. I wiecie co? Chyba mnie to mało obchodzi… Zajęty byłem! Oczywiście wszystkimi tymi ciekawymi czynnościami, które macie na myśli – picie, uganianie się za spódniczkami i życie na lajcie. Od siebie mogę dodać, iż te dwa lata obfitowały w spektakularne wydarzenia wręcz nie do druku. Najważniejsze że jestem!

Po pierwsze musicie wiedzieć, iż u Francuza zaszły zmiany wręcz niewyobrażalne. Znaczy Francuza już nie ma. Tego od turbana i wołowiny nie ma bo go innym zastąpili. Ten z kolei cwaniaczek, na złość mnie na pewno, zbudował sobie taką warownię, że mi się odechciało go atakować. Jeszcze znów by mi próbował jakimś kubkiem z dedykacją gębę zamknąć. Swoją drogą ten papier, co w niego kubek by owinięty, to sobie w ramki oprawiłem i nad biurkiem powiesiłem. Nadruk na nim z emblematem jest i jakieś peany powypisywane to wrażenie robi na „nieobeznanych” z tematem. Znaczy szpanuję na całego! Nie wolno? Wolno, wolno… A zapomniałem wam powiedzieć, że mi biurko dali! Takie trójkątne i w ogóle. Duże jest to i bałagan cały mieści przynajmniej. To się oczywiście nie zmieniło – bałagan jak robiłem tak robię. Tylko teraz ten bałagan cierpliwie uzupełniają osoby trzecie płci odmiennej. Się mój zespół to nazywa. Gitary nie mam nadal, na basie wciąż chciałbym się grać nauczyć, śpiewam jak zarzynana wołowina a oni mi mówią – to Twój zespół… Co ja komu zrobiłem, żeby mnie babami obstawiać? Ale OK, siedzę i udaję mądrego. O dziwo zespół słucha. Podejrzewałem klakierstwo, więc poustawiałem biurka tak, żeby każdą widzieć. Znów porażka na całej linii – siedzą i słuchają. Twardy jestem, nie dam się tak łatwo! Myślę, załatwię je muzyką. W końcu zespół ma średnią wieku niską przeokrutnie, to standardów znać nie będzie. Trzy dni w szoku chodziłem… Wszystkie rocka słuchają. Po dwóch miesiącach walki i serwowania na przemian Carmen i Kata, poddały się przy Sabatonie. I teraz muzyki nie ma żadnej… Za to cisza jak makiem zasiał i nawet dyskusji i lakierze hybrydowym nie prowadzą. Chociaż z drugiej strony takowe tematy zostały ukrócone z winny pewnego docenta doktora profesora habilitowanego mniemanologii stosowanej, który to osobnik postanowił je edukować w dziedzinie kosmetologii stosowanej. Nawet nie wiedziałem, że robię sobie manicure! To znaczy raz w tygodniu obcinam paznokcie… Szanowny doktor itd. przynudzał tydzień o węglu aktywnym i pierdołach na zmarszczki, aż zespół poszedł do Prezesa i kolegę wymyszkował. Swoją drogą węgiel to ja kojarzę z piecem i opalaniem czegokolwiek, kurnika chociażby. A tu niespodzianka! Z żelatyną to się podobno miesza i na facjatę nakłada w celu mi bliżej niepoznanym. No już widzę jak straszę po nocach umazany na czarno! Ale tolerancyjnym być należy, i jak ktoś w lateksach po nocy w klubie wykonuje ruchy bliżej nieokreślone popularnie zwane tańcem to jego rzecz. Mi tam nic do tego… dokąd nie muszę oglądać. I mam nadzieję oglądać nie będę musiał. Kiedyś kumple mi opowiadali o swojej traumie, jaką na mazurach przeżyli. Wpadli do lokalnego centrum rozrywki w postaci tancbudy w remizie strażackiej i natknęli się na męski striptease. Podobno skuteczny sposób na walkę z alkoholizmem…

A prywatnie co się dzieje? Ano ustatkowawszy się odrobinę posiadłem chwilę wolnego na wyłączność. Coś z tą chwilą czynić należało, więc zacząłem czytać książki. Oczywiście pokochał mnie Empik, z powodów finansowych. Nie odwzajemniłem uczucia jak stanąłem przed wyborem: książka-obiad. No to myślę sobie: wypełnię pustkę kobietą. Kobiety są fajne! Miękkie i w ogóle… Niektóre nawet noszą piersi! Tylko kto z takim staruszkiem będzie się chciał publicznie ukazać? No i z pomocą mi przyszła telewizja. Wysłuchałem w milczeniu wywodu osobniczki w wieku średnim wielkości niedużego hipopotama, o zwyczajach godowych mężczyzn po czterdziestce. Wywnioskowałem z niego, iż teraz przypada termin mojej młodości nr 2. I że to samo przychodzi. Podobno wtedy różowe landrynki walą drzwiami i oknami, a moje zainteresowanie motoryzacją sięga apogeum. Usiadłem zatem cierpliwie i czekam. Dzień czekałem, potem drugi. Od stycznia do marca tak siedziałem i żadna różowa landrynka nie wpadała. Pewnie moja wina, może już wyglądam jakbym był po pięćdziesiątce. No to ukierunkowałem działania na motoryzację. Nabyłem drogą kupna periodyk traktujący temat profesjonalnie. Cholera, ile ja mam do nadrobienia! Zwykle otwiera się furmankę, wsadza kluczyk do stacyjki i się jedzie. Otóż nie! Przez te kilka wiosen mojego kompletnego braku zainteresowania pojazdami mechanicznymi, jakaś banda kompletnych idiotów wymyśliła samochody myślące za ludzi. No to teraz już wiem, czemu mam wrażenie, że co trzeci na ulicy jedzie jak na pogrzeb, na dodatek własny.

Odnotowawszy porażkę na linii oczekiwania postanowiłem wziął się za bary z młodością nr 2 i samemu inicjatywę przejąłem. Po najniższej linii oporu oczywiście, czyli postanowiłem oswoić kobietę na portalu randkowym. A tam o dziwo można sobie widełki wiekowe ustawić i system sam panie będzie dostarczał w ilości hurtowej. Dobra nasza, myślę, wystarczy że będę grzeczny i nie opluję monitora. System dostarczył… panie o wybujałej fantazji seksualnej, dość relatywnie podchodzących do kwestii wieku oraz własnych możliwości. I to hurtowo dostarczył… Przecież nie byłbym sobą, gdybym nie wpadł na jakiś durny pomysł w postaci demaskowania kandydatek na przyszedłem byłe. Oszczędzę wam szczegółów. Znaczy nadają się do druku, ale jedynie w zakładce na „E”. Sport takowy jednak jest monotonny i szybko mnie znudził. Miałem się więc sam zredukować, pozostawiając możliwość pooglądania zdjęć. No co? W końcu jestem facet… I wtedy kolejna taka mi mruga rzęsami. Czytam, bo potrafię pomimo plotek rozpowszechnianych przez niektóre jednostki, co owa pani do powiedzenia ma. A tam że niby lat ponad trzydzieści, wzrost krótki, oczy w kolorze nieba a włos czarny. Mrugnąłem, żeby na sobka nie wyjść i prawie zapomniałem. Pani za wygraną nie dała i nadaje do mnie wiadomościami. Oczywiście w moim wieku na nie kulturalnego wychodzić nie należy, więc grzecznie nadaję również, choć nieco półgębkiem. Od słowa do słowa i na Cienkopisa zeszło, że jej się niby nie podoba, że ta co ją z worka wyciągnęli to słaba jest a ten krótki z zemsty za kota to nas zaraz do średniowiecza cofnie, Ci z kolei co ostatnie 8 lat nam udowadniali wyższość swoich przekonań nad innymi to wszystko złodzieje i kombinatorzy a najlepiej to wszystko zaorać. Dyskusja fajna, znaczy mogłem nawet od czasu do czasu coś wyartykuować za pomocą klawiatury. Czy ona w ogóle to czytała to rzecz wtórna. Pomny wcześniejszych wybryków pań na niniejszym portalu podchodzę obiekt z każdej strony celem zdemaskowania, a obiekt kręci jak może, zasłaniając się przekomarzaniami. No do cholery jasnej, czy ja w przedszkolu jestem! Postanowienie sobie zrobiłem pani nie oglądać wcale…

Spotkaliśmy się pod fontanną…

Spod kruczo czarnych włosów spoglądały hipnotyzujące błękitne oczy o barwie mi przypominające morze w lecie, a przecudna linia ust nie pluła banałami a nad wyraz sensownie argumentowała swoje przekonania. O dziwo nie dostałem ślinotoku… Nawet mogłem polemizować! A wszystko to podkreślały najpiękniejsze cycki świata…

No i mam swoją drugą młodość… Ma na imię Magda na D.

No i pięknie jest…?

I jak się czujecie w nowej rzeczywistości? Kiedyś dwóch pieśniarzy skomponowało taki ciekawy utwór o bliźniakach. Długo to nie trwało, bo chyba jedynie dwa lata. I po ośmiu latach czasy wracają, tylko bliźniak został jeden. Nawet trzeci bliźniak skórę zmienił i u konkurencji chciał się promować. Nie wyszło, cóż, life is brutal i full of zasadzkas. W zasadzie i tak obchodzi mnie to tyle co śnieg zeszłej zimy. Choć… nie pamiętam aby zeszłej zimy śnieg był.
Z ciekawostek wam powiem, iż przeprowadzka z punktu A do punktu B zrobiła mi dobrze. Tylko bez podtekstów – przeprowadzka, pomimo iż rodzaju żeńskiego, żadnej jednostki ciepłokrwistej nie ukrywa. Zimnokrwistej zresztą też nie. Ani czas ani miejsce na szczegóły, ciekawsze są konkluzje czy wnioski. W naszym pięknym kraju wciąż pseudoprofesjonaliści udają, że można ze słonia zrobić baletnicę. Zawsze robiłem swoje i resztę miałem poniżej linii pleców. No to się po mnie kolejka ustawiła. Dziwne. Ale co zrobić, po kilku głębszych… przemyśleniach pozwoliłem się zaprząc do pracy. To sobie polepszyłem… Wyobraźcie sobie: z radia leci Merlin Menson, a na linii telefonicznej jakiś wysoki rangą krawaciarz usiłuje się ze mną dogadać. Ja swoje, on swoje. Ja logicznie, on tabelkami. Wiecie jak fajnie się dostosowuje rzeczywistość do tabelek? Bo nie jest tak jak jest tylko tak jak wymyślił ktoś na stołku kilka tysięcy kilometrów stąd. Jeszcze ciekawiej bywa jak jadę na jakiś zlot białych kołnierzyków. Przynajmniej raz w tygodniu. Mam to teraz w obowiązkach. Siedzę i słucham wywodów, które z realiami mają niewiele wspólnego. Co ciekawe Oni się ze sobą dogadują! Każdy mówi innym językiem, a ja siedzę jak na tureckim kazaniu i zastanawiam się czy Oni na pewno słyszą samych siebie? Potem muszę z takiego spędu zdać relację, czyli przetłumaczyć co mówią ludzie zza biurek, którzy nigdy nie widzieli roboty ludziom, którzy nigdy tych biurkowców nie widzieli. Masakra…
Nie, nie narzekam. Lubię to. Każdy ma swoje zboczenia, na przykład zbieranie znaczków. A ja lubię takie ciekawostki.
Bo po prostu…pięknie jest!

 Strona 1 z 25  1  2  3  4  5 » ...  Ostatnia »